Poza

W Warszawie – pajączki rozsiani po sieci kontaktów

Tyle adresów znam, do niektórych potrafię dojechać na pamięć i z zamkniętymi oczami

Potrafię trafić po zapachu perfum i mydła cedrowego

Po pękajacych bańkach mydlanych

Po kruszonych marzeniach i szklanych sufitach

Chciałabym doświadczyć wzajemności, to jasne

Chciałabym umieć żyć w ciemności, bez zadaszeń

Chciałbym dotykać i smakować życia, tak jakby było moją boginią

A nie, jak opcją awaryjną

Chciałabym zakochać się bez pamięci, bez pieniędzy, bez poczucia bycia niewystarczającą

Ale też umieć analizować na chłodno, by być w stanie, potrafić docenić, coś, co zdarza się niezwykle rzadko na tej ziemii

Nie wiem, czy to ja odkryje nowe i nieznane światy

Nie wiem, ale chyba…

Nie.

Nic pozatym.

Brukowa

Zmniejsza się ilość bodźców

Zmniejsza się ilość wyzwań

Ogień wciąż tli się w środku

Dzisiaj już patrzę z boku

Chce nabrać nowej perspektywy

Rzucam kostką Rubika

Czy nową Miłość spotykam?

Czy brzask wody i chlupot Słońca mogą gdzieś brzmieć – i nie mieć końca?

Czy to co znane, pozostanie bezpieczne?

Czy horyzont zajdzie, czy zniknie?

Odwieczne pytania ludzkości – tych co błądzą i tych co drogowskazy stawiają

Ci co rzucają kotwice lub odcinają liny i paski, rzucają się w wir życia i słońca

Czy może to trwać?

Żyj chwilo! Żyj. Łap powietrze. Oddychaj.

Bo znikniesz. I ja też, znikam.

Rzuciłam kostką Rubika.

Chwila znikła. I ja też.

Znikłam.

Zmarniałam. Degrengolada ludzkości.

Łap powietrze. Oddychaj.

f32

Ja, dwudziestolatka

Jestem na festivalu śmierci

Gdzie każda kolejna tabletka

Każdy kolejny łyczek

To kroczek w stronę Nicości

Rozluźniam mięśnie szkieletowe, na głowę przyjdzie jeszcze czas

Muszę coś zjeść

Muszę?

Nie sądze. I tak minie ten czas.

Leżę odcięta na łóżku sama ze swoimi myślami

F16 moich myśli

Wyrok

Trochę jak przegrana w dawno wygranej bitwie

Ściana płaczu to cztery ściany domu

Bez dachu bo wiecznie coś kapie

Kap

Kap

Pyk

Człowiek znikł