Siedząc przy Dunaju,

Słuchając szmerów potoku

Myśle o ustach niebieskich

I malinowym soku

Myśle o trawie zielonej

O psie co w nocy zieje

O ciszy, wietrze bezwietrznym

I o tym, że świat się chwieje

O kropli potu na czole

Słonej, choć łzy są gorzkie

Gdy kładę się na jeszcze zielonej

trawie i patrzę

A chmurka za chmurką pomyka

i chłonę

To myśli wkładam i składam

w wiklinowym koszyczku życia

zamykam

Echo ze śmietnika

Jesteś tchórzem, w dodatku z elką na murze, już nie musisz wypowiadać żadnych słów, i tak wiem, że będziesz kłamał jak z nut. Ty nazywasz to rytmem twojego życia, a ja powiem tylko, że ten rytm to marsz pogrzebowy dla wszystkiego co w zyciu ważne – dla dumy, honoru i tego co cie chroni.

Chciałeś mi prawić komplementy, szybko się zorientowałam, że jesteś pierdolnięty. I nie myśl słońce, że myśle o Tobie, mówię o takim co z życiem na ostrze ale tylko papierowe. Dla którego nic nie znaczy „być we dwoje”, o takim co wyszurał za dużo piasku z butów, a potem jakaś inna dawała mu korepetycje z ciągnięcia drutu. Ciebie kręciło to, że będzie Twoją laską – mam jedna radę, zrób sobie sam własną. Moja mama mi powtarza, że nienawiść to nie jest dobre rozwiązanie, jednak ja nie pani maju, bujaj się kochanie.

Wklej

Ja nie umiem dobrze śpiewać, co najwyżej opowiadać

O tym co było, minęło, o co warto się starać

O tym co poszło się jebać, o marzeniach co mówią „Elo, siema nara”

Mogę opowiedzieć o tym, jak kochała stara

Ewentualnie złoże zdanie, o tym co bym powiedziała mamie, o tym jak powstała tamta dziara na kolanie

Nie chodzę na koncerty, pierdole sentymenty, pracuje w korporacji i nie mam na kolacje

Piszę ciągle o sobie

No bo co ja wiem o Tobie

Mam powiedzieć, co przeżyłeś? Co czułeś? Co śniłeś? Niech idzie w pięty

Mogłeś śnić tylko o jednym

Ciepłym domu w dzień powszedni

Słyszałam, że ostatni weekand znowu w luzztrach

Że powietrze przesiąknięte strachem, a w głowie rozpusta, że chodzisz na siłownie i wpierdalasz carbonare,

i o tym, że Cie kurwa nie znam wcale

Powoli spokojnie, licz kroki

Za ogon i tak nie złapiesz tamtej sroki

Raz dwa trzy

Turkocze ten stukot powoli

Staje się ziemią tej soli

Kłuje sama siebie jak sukulenty na parkiecie

Jestem tak głęboka jak dziura w klozecie

Ale czasem coś mi się udaje, odgrzewam pierogi, zjadam śniadanie, zaleje swoje płatki mlekiem i żalem, jutro będę, lepszym, człowiekiem

Nie zrobię zdjęć polaroidem, bo nie mam hajsu na wkłady

Jedyny wkład to mój własny, i co, nie dam rady?

Bawią mnie ludzie, co robią zakłady, którzy mówią, że miałam podane wszystko na tacy

Co najwyżej posypane, przecież jestem taka cacy

Mówię Ci, nie naciskaj ziomek spustu

Będzie dobrze, tak po prostu

Emocjom daj trochę upustu

Bez polotu nie skacz z mostu

Odjedź wtedy, kiedy będziesz coś znaczył, bez znaczenia nie warto wypierdalać planszy

Hej czy ktoś wie, gdzie można dostać klej?

Żeby z nas dwóch, powstał jeden zuch