Ja, dwudziestolatka

To ja, Dwudziestolatka 

 Jedyne romantyczne sytuacje w moim życiu to te, które są na filmach romantycznych.
Ona idzie do kawiarni, oblewa go kawa… Ona idzie do biblioteki i wpada na niego czytając najgrubszy z możliwych tomów i zrzuca mu go na buta… ona rano zaspana, z burzą loków ze złotymi pasemkami wyprowadza swojego uroczego pieska, który po tym jak już załatwi dwójkę obiegnie swoją panią nadwyrężając jej i już tak – niezbyt korzystną – koordynację ruchową kiedy akurat ona zdecydowała się zacisnąć pięść na torebce… i to nie tej zakładanej przez ramię, którą dostała od mamy, nazwy firmy też nie pamięta. Bo wszystkie bohaterki filmów romantycznych, nie ogarniają.
Ale to urocze. One są urocze. Ona cała jest taka słodka i urocza, i… 

No nie. 

My, Wszyscy Dwudziestolatkowie, przyznamy jednogłośnie (albo przynamniej moje pokolenie, albo chociaż dekada…Rocznik? No, moje koleżanki zgodzą się ze mną na pewno), że nasze życie jest komedią romantyczną.  W każdym razie ja zaczynam w to wierzyć. A konkretnie jej pierwszymi podrygami do życia. Pierwszymi sytuacjami pozwalającymi na wielki HAPPY END, tylko, że end nie nadchodzi, a happy to chyba tylko meal w Macu pod koniec miesiąca. I to wcale nie jest urocze. 

Nie jest też urocze to, że w parku popijając polskie złoto, kiedy siedzimy na ławce i palimy elokwentne papierosy gdy usłyszymy krzyk dziecka zamieramy, a widząc wypadek mówimy, że chyba ktoś dorosły będzie potrzebny, po czym patrząc na siebie z przerażeniem mówimy 

„ o, kurwa, to my”

Im bardziej zagłębiam się w tajniki dorosłości, tym bardziej przekonuje się, że polega na tym, iż świat ci się wali u stóp i musisz to ogarnąć. Jak ogarniesz – to sukces. 

Jak nie, cóż. 
Zginiesz. 

Marnie. 

Nie jest też urocze to, że analizując czarne scenariusze, stwierdzamy, że w sumie „gdybym miała hajs to bym dała radę jako matka” ale w sumie to nie ogarniam dziennych studiów, pracy i mojego psa, więc co wieczór wręczam sobie medal chujowego właściciela. Sukces. 

Nie jest urocze to, że na każdego normalnego ziomala przypada jeden chłop co się z choinki urwał, i musimy przedrzeć się przez gąszcz toksycznych relacji żeby w końcu się czegoś nauczyć. Ja np do tej pory walczę z glutenem, i to toksyczna miłość. Czasem zjem pizzę, a potem tłumaczę, że naprawdę, po prostu tak wyglądam. Choć rozumiem, że może być drażniąca niepewność czy przypadkiem nie pojawi się rozdarty lokator. Myślę, że dzisiaj krzyczałabym głośniej niż moje biedne sąsiadki. 

Nie jest też urocze to, że faceci, których poznaję i nie zjadam ich w konwersacji, są poza moim zasięgiem. Dlaczego? Zazwyczaj mają pod trzydziestkę, a czasami nawet są po. A to łamie niepisaną zasadę pomiędzy mną i moją siostrą. Ja nie będę się umawiać z facetami starszymi niż 7 lat, bo nie mogę mieć faceta starszego od mojej siostry. Ona za to, nie będzie się umawiała z młodszymi niż ja. (Mam nadzieję, że na starość ona też będzie cierpieć tak jak dzisiaj ja). 

Nie, to wcale nie jest urocze. 

Nie jest też urocze to, że trzecia dekada życia nie ma instrukcji. 

No, ale najważniejsze jest to, 

że myślę, że jestem trochę urocza.
Więc jestem

#millerpisze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s