miłośći

Każdy przyszły, i niedoszły, każdemu któremu spaliłam mosty. Każdemu, z którym po prostu nie wyszło. Zbieram tamte momenty. To wszystko. Mój drogi przyszły mężu – jeśli czytasz to kochanie, mam właśnie 20 lat, i jeszcze się nie znamy. Albo, właśnie minęliśmy, może na przystanku, albo w luzztrach. Każda dobra chwila, przeplatana jedną łzą. To normalne ziom, teraz będzie rymowanka, o tym czego oczekuje od przyszłego, i dobrego, może całkiem udanego? Od przyszłości. Od miłości. Powyrzucam trochę złości, żeby trochę się oczyścić. Żeby dobre chwile mogły zaraz nadejść.

****

Chciałabym żebyś usiadł ze mną na pomoście, wziął za rękę – i pomyślał -proste, sytuacje różnorakie, dziwne akcje, to nie dla mnie te atrakcje. Widzę Ciebie w każdym jednym, chciałabym korzystać z Ciebie, czasem w nowiu, czasem w pełni. Może być też deszcz, i słoik powideł śliwkowych. Pościel satynowa, albo podłoga namiotu i kawałek śpiwora. Częstochowskie rymy, zaraz się rozkręci, chyba, że mnie wypierdoli z kapci na zakręcie. Pasztet pomidorowy lub sojowy z pieczarkami, ja pomiędzy Twoimi ramionami, Ty możesz być pomiędzy moimi nogami. Byle były moje, niczego innego bardziej się nie boje. Tylko dotyku, bez krzyku, tyle miłości, zimno właśnie dociera do szpiku i kości. Chce żeby czarne było czarne, a białe było białe, a jak coś jest, to niech kurwa będzie szare. Myśleć, czuć, dotykać, może nawet wspólnie posmakować życia. Skręcę Ci gibona, obejrzymy film, co potem? Chuj z tym. Smaki słodko-gorzkie, czasem kwasy, z trudnościami codziennego życia wyboje. Ale co tam, ważne, że we dwoje nie? Budzić się z porankiem, z Tobą w łóżku, przy kominku, słyszę jak wymawiasz to słowo, miękną mi kolana kiedy myślę, o naszym pierwszym pocałunku. Sposób w jaki układasz usta gdy mówisz do skrótem, albo mina gdy rzucałam w Ciebie butem. Owsianka przypalona na ognisku. Widzę Twoje włosy na poduszce. Odbija się w nich słońce, jak w tafli wody. Ten sam kolor potem mnie zamrozi. Woda czasem była czarna, czasem zielona. Czasem niebieska. Jaka była wtedy pogoda? Pamiętam tylko zapach Twojej bluzy, niebieskiego lenora. Pamiętam zapach mieszkania na wrońskiego. I zapach mokrej sierści gdy myłam psa. I mokre usta, tak samo jak cała ja. Cała zachlapana, w pianie, na buzi mam banana. Patrzę się teraz w drugą stronę. Emocje były tak silne, poczułam, że tonę. Wszystko to było zbyt.. Wykolejone. Porozstawiane. Nieoryginalne i powielane. Powyklejane i wypaczone. Każda z miłości zlewa się w jedną, nie wiem czy odbierasz to jako wiadomość pochlebną. Chciałeś być dumny, a wyszło marnie. Nic się nie stało? Generalnie, dużo mówiłeś, a może mało, rany, naprawdę się to pozlewało. Stany emocjonalne rozchwiane, nie rób głupot bo opowiem mamie. Wszystko na około wie, szkoda, że wszystkie szczegóły nie są o mnie, ostrze ginie w morzu krwi. No, nie całej. Krew na kafelkach, krew na ręcznikach, dalej jestem jak bomba, i tykam. Wybuchłam? Jestem pusta. Cała ta.

A może Ty. Szyba pękła. Potem niewinnie się uśmiechasz, czasem dogryzasz, wiem, że uciekasz. W sercu tylko odłamki lustra. Tamta chwila, sekunda, przecieka.

Nic nie zostało.

Nie ma człowieka.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s