Drobny gest


Marudni ludzie. Dorośli. Ble fu!

Nie są oni ani ciekawi, ani sympatyczni… Ale!
Oczywiście pośród mroku zawsze znajduję się okruszek blasku,
który niczym groszek pachnący letnim wieczorem roznosi swój słodki swąd pomiędzy ludźmi.
W godzinach lekko popołudniowych, udałam się wraz z moim wiernym kompanem wypraw dalekich i bliskich, na wędrówkę w celu oczyszczenia, głównie fizjologicznego, ze względu na to, iż moim przyjacielem jest Bolek – 27 kilowy kłak futra. Jednak, chciałam mu zrobić niespodziankę,
i poszliśmy w nasze ulubione miejsce do biegania, drogą, absolutnie nie po drodze, i naokoło tak bardzo, jak tylko się dało. Minęliśmy okoliczną podstawówkę, garaże, mini myjnie samochodową, ośrodek rehabilitacji, kilka bloków z wielkiej płyty, kilka wybudowanych za Kwaśniewskiego, także mieliśmy co podziwiać, a był to nasz ulubiony brak architektury warszawskiej. Mijaliśmy kapliczkę, na szczęście Bolek jej nie obsikał,
bo sąsiadka z balkonu powyżej miałaby zdarte gardło, a tak, to tylko na nas prychnęła.
Uśmiechnęłam się do Niej.
Przechodząc przez pasy, Bolek dalej niczego nie podejrzewał – pomyślał pewnie, że idziemy po psie łakocie do budki dokładnie przy tym chodniku,
na którym szliśmy w rytmie cza-czy.

Lecz wtem!

Tuż przed nami, pojawił się wielki, warkoczący stwór, z którego rozsypywała się śnieżna breja – jakże ogromne zdziwienie było mojego pieska (i przerażenie), aż wziął i się zaciął – normalnie,
spetryfikowali mi psa na chwilę. Zatrzymałam się wraz z nim, no bo takie biedne, nieświadome, psie szczenię, co ma począć.
I w momencie kiedy uspokajałam Bolesława, potwór zamilkł! Odwracałam się, myśląc, że pewnie schował się za zakrętem – ale nie!
Pan, który kierował żeliwnym potworem, wyłączył go, zatrzymał się pare metrów od nas i pomachał ręką, sugerując kontynuowanie trasy.
Bolko bardzo niepewnie podjął próbę ominięcia stwora, jednakże potem już tylko mknął niczym strzała, a ja wraz z nim, zdzierając moje białe podeszwy, i uprawiając pieskie narty błotne.
Pan w tej sekundzie kiedy mijałam go na ślizgu,
powiedział coś w stylu „siebał, biednyesek” – dokładnie tyle słysząc znalazłam się jakieś 15 metrów od przesympatycznego jegomościa,
i martwego (tymczasowo) potwora.

I co?

I taki prosty gest, a tak cieszy, bardzo Panu dziękuję,
a Bolek wysyła serdeczne machnięcia łogonem.

Morał jest prosty, choć nie wszystkim znany – warto być życzliwym,
i słuchać się mamy.

Żartuję,
najważniejsze jest zjedzenie mięska, bo ziemniaczki można zostawić.

W.
#millerpisze

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s