Wklej

Ja nie umiem dobrze śpiewać, co najwyżej opowiadać

O tym co było, minęło, o co warto się starać

O tym co poszło się jebać, o marzeniach co mówią „Elo, siema nara”

Mogę opowiedzieć o tym, jak kochała stara

Ewentualnie złoże zdanie, o tym co bym powiedziała mamie, o tym jak powstała tamta dziara na kolanie

Nie chodzę na koncerty, pierdole sentymenty, pracuje w korporacji i nie mam na kolacje

Piszę ciągle o sobie

No bo co ja wiem o Tobie

Mam powiedzieć, co przeżyłeś? Co czułeś? Co śniłeś? Niech idzie w pięty

Mogłeś śnić tylko o jednym

Ciepłym domu w dzień powszedni

Słyszałam, że ostatni weekand znowu w luzztrach

Że powietrze przesiąknięte strachem, a w głowie rozpusta, że chodzisz na siłownie i wpierdalasz carbonare,

i o tym, że Cie kurwa nie znam wcale

Powoli spokojnie, licz kroki

Za ogon i tak nie złapiesz tamtej sroki

Raz dwa trzy

Turkocze ten stukot powoli

Staje się ziemią tej soli

Kłuje sama siebie jak sukulenty na parkiecie

Jestem tak głęboka jak dziura w klozecie

Ale czasem coś mi się udaje, odgrzewam pierogi, zjadam śniadanie, zaleje swoje płatki mlekiem i żalem, jutro będę, lepszym, człowiekiem

Nie zrobię zdjęć polaroidem, bo nie mam hajsu na wkłady

Jedyny wkład to mój własny, i co, nie dam rady?

Bawią mnie ludzie, co robią zakłady, którzy mówią, że miałam podane wszystko na tacy

Co najwyżej posypane, przecież jestem taka cacy

Mówię Ci, nie naciskaj ziomek spustu

Będzie dobrze, tak po prostu

Emocjom daj trochę upustu

Bez polotu nie skacz z mostu

Odjedź wtedy, kiedy będziesz coś znaczył, bez znaczenia nie warto wypierdalać planszy

Hej czy ktoś wie, gdzie można dostać klej?

Żeby z nas dwóch, powstał jeden zuch

Bęc

Oczekiwania trach

Główka pęka bach

Słowa szeptane na uszko

Pęknięte serduszko

Dotyk opuszków

Ślad szminki

Trach, połamane paznokcie

Wyrwane serduszko z korzeniami

To co było znikło

Nie ma mnie

Między nami

Nie ma

Sylab ani słów

Żaden ludzki ruch nim nie jest

Bo ludzkie nie jest

Oddawanie się powinności

Bez grama Miłości

Gogo

Mogę pisać chujowe trapy, nie widzieć nic poza TYM

Mogę chodzić z ujaraną głową

Ale nigdy nie przestane być sobą

Spod skóry tusz nie zniknie

Do życia nie dodaje barwnika

Choć lubił mózg przenikać

Kwaśny smak na języku, może odtworzyć wiele wspomnień

Radio melancholii, choć wciąż ta sama muzyka

Ja chyba wole je tworzyć niż przywoływać

Preferencje nie stałe też lubią się pokazywać

dokazywać, raz po raz, dzisiaj cieszę się, że obudziłam się sama

Ale kiedy zatrzymam się, popatrzę w zielone drzewa, przywołam zapach wiosny, lub świeżo pieczonego pieczywa

Albo smak pomarańczowych tic taców

Myślę, że z Tobą mogłabym

stare klisze

wywoływać